O UPADKU, NADZIEI I ZWĘŻONEJ KURTCE…

DSC_9570s4Elclavel2

Ostatnie tygodnie upłynęły mi na pisaniu pracy, nauce i zdobywaniu ocen. To już ostatni semestr, obrona za pasem, więc musiałam poświęcić swój czas wyłącznie na kwestie związane ze studiami.

Teraz mam więcej czasu na kreatywne zajęcia, których tak bardzo mi brakowało :-) Mimo wszystko, do maszyny na razie nie zasiądę. W ferworze walki i poszukiwań ostatniej literatury do magisterki, zmierzając schodami do biblioteki………… spadłam i skręciłam kostkę. Od pięciu dni leżę, leżę i leżę znudzona, a ma tak być przez okrągłe dwa tygodnie!!! :-(

Najgorsze jest to że zaczęta, puchowa kamizelka, o której materiale pisałam już tutaj, dalej łypie na mnie zniecierpliwionym okiem, domagając się ukończenia. Sama nie mogę się tego doczekać. Kolejną rzeczą, której mi żal, to sobotni Wrocław Fashion Meeting, na który chyba nie dam rady zakuśtykać o kulach. Piszę ‚chyba’ bo nie tracę nadziei, że jednak mi się uda ;-). Może ktoś z Was miał skręconą kostkę i da mi choć cień szansy, że do soboty będzie na tyle dobrze, że mi się uda?

Niestety muszę przyznać, że leżenie całodobowe ma swoje plusy. Nadrabiam zaległości w filmach i mam więcej czasu na komputer. Przez ten ostatni, pracowity czas zebrało mi się trochę zaległości, więc może zanim wstanę bez podpierania się kulami, uda mi się wszystko nadrobić. ;-)

Pierwszą zaległością niech będzie moja ukochana ostatnimi czasu kurtka. Kupiłam ją wiele miesięcy temu w sh i przez ten czas pracowałam nad zmniejszeniem jej z rozmiaru 48 na 36! Urzekła mnie swoim materiałem, który jest kombinacją szarości, bieli i wielu kolorowych nitek. Sam krój też był wyjątkowy. Czytałam kiedyś w książce poświęconej historii mody, że w latach 50-tych modny był fason przypominający jajo, z pominięciem całkowitym talii. Bardzo mi się wówczas spodobał i planowałam uszyć coś podobnego. Kurtka, którą kupiłam miała właśnie taki, luźny krój. :-)

Pierwsza przeróbka, jakiej się podjęłam polegała na zmniejszeniu obwodu w pasie, ale zrobiłam to tak nieumiejętnie, że zniszczyłam cały efekt. Załamana zostawiłam ją na kilka tygodni, nim odważyłam się dalej coś przy niej robić. Później zasiadałam kilka razy do maszyny i wieszałam ją na manekinie, by nabrać pomysłów, ale całość szła mi bardzo opornie. W końcowym rezultacie doszyłam jeden guzik, talię zlikwidowałam, a rękawy i ramiona pogłębiłam, by szew nie szedł przez połowę ręki. Musiałam przez to rozpruć podszewkę i wypruć rękawy, co poskutkowało ręcznym zakańczaniem dzieła, co jak Wiecie, nie należy do moich ulubionych :)))))

Czy dodałam, że w takim stanie spędziłam niedzielne urodziny !?
Grunt, że na pocieszenie miałam tort michałkowy :))))

Udostępnij

5 komentarzy “O UPADKU, NADZIEI I ZWĘŻONEJ KURTCE…

  1. Panna Kropka
    12 czerwca 2013 - 17:06

    Ale pech ;/ nic fajnego to bardzo boli wiem bo mój T skręcił kostkę i się nim z pełnym oddaniem zajmowałam ;) biedaczek cierpiał z 2 tygodnie ;/ dlatego smutno mi słyszeć, że się Tobie coś tak bolesnego przytrafiło ;( Kurteczka po przebojach i rodzona w bólach ale efekt bardzo fajny, ładnie leży ;)
    Ściskam ;*
    Kropka

    • El clavel
      13 czerwca 2013 - 12:04

      Mam nadzieję, że jeszcze parę dni i stanę na nogi :) Serdecznie dziękuję!

  2. mru
    12 czerwca 2013 - 18:49

    Kurtka wyszła wspaniale :) Co do Ciebie zaglądam, to coraz bardziej mnie kusi, żeby jednak nauczyć się szyć :D
    I życzę dużo zdrówka, żebyś jak najszybciej stanęła na nogi ;)

    • El clavel
      13 czerwca 2013 - 12:06

      Pewnie, że spróbuj pracy z maszyną! Przyda Ci się również do scrapbookingu :) Dziękuję i pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zostały oznaczone *