_DSC2279s1Elclavel_torebka.krokus

Czy idąc przez park zauważyliście ostatnio jesienną aurę?

Po trzytygodniowej suszy zbyt szybko opadły liście, przez co koniec wakacji stał się jeszcze bardziej widoczny. Jutro i dla mnie kończy się krótki odpoczynek, przez co czuję się jak uczeń, który ze skwaszoną miną idzie potulnie spakować plecak, bo dwumiesięczna wolność dobiegła końca i czas wrócić do szkoły.

Tak, dzisiejszego wieczoru zasypiam jako niepocieszony dzieciak…

We wrześniu rozpocznie się trzeci semestr kursu kaletniczego. Dopiero co wahałam się czy wysłać zgłoszenie, a tymczasem mam za sobą rok nauki. Pewnie nim to spostrzegę obudzę się na egzaminie czeladniczym ;-)

W drugim semestrze mieliśmy dużą dowolność w doborze szytych rzeczy. Powstały kluczówki, nerki, plecaki i masa torebek, a każdy z kursantów mógł na własnych błędach trenować umiejętności. Sama nabrałam trochę pewności siebie w pracy z naturalną skórą i odważyłam się zaprojektować i uszyć czarną torebkę. Tym razem nazwałam ją Krokus.

_DSC2265s1Elclavel_torebka.krokus_DSC2316s1aElclavel_torebka.krokus

TOREBKA KROKUS

Duża, usztywniona, wykonana z czarnej skóry naturalnej, której szlachetność podkreślają srebrne dodatki. Wewnątrz kolorowa podszewka z kontrastowymi kieszeniami i uchwytem na klucze. Jako dodatek chwost w formie breloka i chustecznik.

Prawie całą udało mi się uszyć na domowej maszynie do szycia. Jedynie końcowy szew musiałam wykonać na zajęciach, bo ilość warstw okazała się zbyt duża.


_DSC2295s1Elclavel_torebka.krokus _DSC2284s1Elclavel_torebka.krokus_DSC2280s1Elclavel_torebka.krokus

1
Udostępnij

_DSC4112s1Elclavel_worek_marynarski

Dziś wyruszam w wakacyjną podróż. Tym razem stawiam na górskie szlaki i czeskie jedzenie :-). Zanim jednak na dobre oddam się błogiemu rozleniwieniu podzielę się z Wami jedyną męską torbą – workiem, jaką uszyłam. Wiem, stylizacja zdjęć nie jest zbyt męska – zwłaszcza, że użyłam do niej różowego ręcznika i swojej osoby :))))). Musicie mi jednak wierzyć na słowo, że to worek marynarski na basen.

_DSC4125s1Elclavel_worek_marynarski

Worek uszyłam z zielonej alcantary i czarnej kodury na dnie, by jak najmniej były widoczne zabrudzenia. Wnętrze zaś skrywa połyskującą niczym rybia łuska podszewkę – ortalion. W środku znajduje się jedna mała kieszonka na zamek, a całość zawiązywana jest sznurkiem. Srebrne nity wzmacniają uchwyt.

_DSC4101s1Elclavel_worek_marynarski_DSC4115s1Elclavel_worek_marynarski _DSC4258s1Elclavel_worek_marynarski _DSC4120s1Elclavel_worek_marynarski _DSC4119s1Elclavel_worek_marynarski

A Wam jak mijają wakacje? Czy w upale znajdujecie siłę na swoje pasje i tworzenie? Ja ostatnio kryję się z maszyną w piwnicy, by choć trochę poszyć :-)

 

0
Udostępnij

_DSC4603s2Elclavel_spodnica

Zmienność pór roku niesie za sobą zmiany na różnych polach życia.

Wraz ze wzrostem ilości światła wiosną i latem zaczynamy mieć więcej energii i chęci do pracy, a ich spadek notujemy jesienią i zimą. Kalendarzowe święta kojarzą nam się z konkretną pogodą za oknem, ale anomalie pogodowe coraz częściej krzyżują te wyobrażenia i choinkę ubieramy w krótkim rękawku, a jajka święcimy w zimowej kurtce. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność.

Mimo tych zawirowań, są pewne stałe, których nic nie zmieni. Jest to garderoba, a raczej jej elementy, odpowiednie na daną porę roku, które powinny się znaleźć w każdej szafie. Do letnich kreacji zaliczyłabym poza oczywistymi (strój kąpielowy, krótkie rękawki, szorty itp.) długie, aczkolwiek zwiewne ubrania, idealne na kapryśną pogodę. Długie spodnie i spódnice świetnie sprawdzają się w chłodniejsze dni, więc czym prędzej postanowiłam je sobie sprawić.

Ostatnie upały były na tyle męczące, że czekając na ochłodzenie, uszyłam spódnicę. Marzyła mi się taka długa, idealna na chłodne poranki.

Postawiłam na szarą, średniej grubości dresówkę. Spódnica ma trapezowy kształt, jest dopasowana na górze i zapinana na kryty zamek i guzik. Sprawdza się nad wyraz dobrze, a jej kolor pasuje prawie do wszystkiego :)

Wykrój zrobiłam sama bazując na obwodzie talii, bioder i potrzebnej długości. Nie jest to rzecz skomplikowana, więc jeśli macie ochotę też taką uszyć to nie mogliście lepiej trafić, bo szykuję tutorial. :-)

_DSC4452s1Elclavel_spodnica-horz2

_DSC4573s1Elclavel_spodnica

_DSC4430s1Elclavel

_DSC4493s1Elclavel_spodnica2-horz

_DSC4433s1Elclavel_spodnica

0
Udostępnij

_DSC2713s1Elclavel_kopertowka

Kiedy po raz pierwszy spróbowałam pikowania na maszynie szyjąc kamizelkę, czułam się, jakbym odkryła Amerykę. Ta technika całkowicie zmienia tkaninę i nadaje jej oryginalny charakter. Nieciekawy materiał nagle zyskuje i staje się szlachetny i jedyny w swoim rodzaju. I choć nie mam ambicji by dorównać w pikowaniu patchworkowym mistrzom, to jednak będę próbować dalej. Jak dla mnie: im krzywiej, tym ciekawiej :-)

Żółta, skórzana kopertówka powstała właśnie tą techniką. Skórę naturalną podkleiłam 5mm gąbką i przeszyłam w trójkąty. Na początku nie wiedziałam jaki wzór powstanie, bo rodził się on z każdym kolejnym przeszyciem. Po prostu w pewnej chwili stwierdziłam, że tak wystarczy i wystarczyć musiało :). Nie powiem, że pikowanie z gąbką to prosta sprawa. Brak poślizgu sprawiał, że maszyna hamowała przez co ścieg nie jest idealny. Myślę jednak, że na przyszłość wystarczy podłożyć między ząbki transportera a gąbkę papier śniadaniowy, który powinien temu zapobiec.

Tym razem pikowaną torebkę (poprzednia TUTAJ) uszyłam na domowej maszynie wykorzystując kroczącą stopkę, która świetnie się przy tym sprawdza. Kto próbował szyć kiedyś skórę czy skaj wie, że zwykła stopka nie daje rady gdyż skóra przykleja się do niej i hamuje. Niezłym rozwiązaniem jest stopka teflonowa, ale przy wielu warstwach już nie daje rady.

Stopka krocząca jest natomiast najlepszym rozwiązaniem, jakie do tej pory znalazłam. O wspaniałych maszynach kaletniczych z podwójnym transportem (dolnym i górnym) mogę tylko pomarzyć, więc staram się sobie radzić w domowych warunkach na moim Janome 525S jak tylko mogę. ;-) Stopkę montuje się bezpośrednio i zaczepia o pokrętło do zmiany igły, dzięki czemu kroczy ona za każdym razem, gdy unosi się igła. W rezultacie materiał podawany jest równomiernie, co skutkuje cieszącym oko, prostym szwem. Wiadomo, nie ma co łudzić się, że dzięki niej domowa maszyna stanie się kaletniczą, ale chociaż czasem pozwoli to ułatwić sobie życie :))))).

Jeśli więc szyjecie grube warstwy tkanin albo skórę, to myślę, że warto w nią zainwestować.

_DSC2635s1Elclavel_kopertowka

Torebka nie wyszła duża, bo ma zaledwie 15x25cm. Krótki łańcuszek (zaledwie 60cm) sprawdził się tym razem, bo w porównaniu do klasycznej kopertówki, nie muszę jej cały czas trzymać w ręku. Dzięki temu przestaję myśleć tylko o tym, by jej nie zgubić ;-)

0
Udostępnij

_DSC2626s1Elclavel_torebka

Zanim zafunduję sobie poranną, świeżą porcję Waszych wpisów na blogach, napiszę pierwszy post na nowej stronie. Zbierałam się do niego od wtorku, ale ostatnio nie starcza mi czasu na wszystko. Czy Wy też macie takie urwanie głowy? Przecież są wakacje i powinno być spokojniej… ;)

Ta czerwona torebka, to kolejny gotowy produkt przywieziony z kursu kaletniczego w Krakowie. Tak, mimo obaw o brak motywacji, nadal jeżdżę co drugi weekend te kilkaset kilometrów żeby trochę poszyć skóry :). Drugi semestr dobiegł już końca, ale przez te zmiany na stronie, nie udało mi się Wam o tym opowiedzieć. Czas to zatem nadrobić.

Czerwona skóra, srebrna podszewka i dodatki. Prosta forma bazująca na powiększonej kosmetyczce sprawdziła się jako torebka. Dopóki nie zaczęłam jej planować, nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak ciężko jest kupić metalowy zamek na kolorowej taśmie. Zeszłam pół Wrocławia i nigdzie takiego nie znalazłam. Nawet krakowska wypasiona pasmanteria nie miała czerwonego koloru. Całe szczęście na kursie mam same dobre dusze, które chętnie dzielą się w potrzebie i idealny odcieniem zamek został mi podarowany. Ot tak, akurat pasował idealnie, dacie wiarę? :)

0
Udostępnij

_DSC2252s1

Jutro jadę do Krakowa na kolejny zjazd kursu kaletniczego. Jestem spakowana, bilety kupione, nocleg zabukowany. Mam nadzieję, że podróż minie spokojnie i nie wysiądę z autobusu otumaniona i z bólem głowy. ;-) W sobotę czeka mnie rysunek i zajęcia praktyczne. Tym razem postanowiłam uszyć czarną, zamszową kopertówkę z błyszczącą zieloną podszewką z nakrapianego ortalionu.

Co do ortalionu, to ostatnio mam pecha do tkaninowych zakupów. Nie wiem czy to wina słabego światła w sklepowych pomieszczeniach, ale już drugi raz materiał, który wydawał mi się extra, po wyjściu ze sklepu od razu okazał się tandetą. Tandetą przez duże „T”, bo strach coś z tych kawałków szyć. Przynajmniej ten ortalion nie okazał się pomyłką.

A żeby całkowicie wyżalić się z tkaninowych koszmarów dodam, że pikówka w kolorze monsunowej zieleni (… tak nazywa się farba na ścianie, a ona jest taka sama), z której planowałam zrobić kapę na łóżko została wyprzedana i nie widać szans na dostawę :(. Pamiętajcie więc: JAK MATERIAŁ SIĘ PODOBA – BRAĆ I SZYĆ! Bo później tylko męczy wspomnienie o niezrealizowanym projekcie i świadomość, że mogło być tak pięknie, a pięknie nie jest.
Naiwnie dalej wierzę, że uda mi się ją kupić…

Dzisiaj nie będzie żadnych nowych torebek. Ten post jest z pod znaku refleksji nad szyciem. Poza tym ostatnio większość wolnego czasu spędzam nad blogiem, ale tym nowym, wymarzonym. Wiem już jaki ma być, ale brak informatycznych zdolności utrudnia sprawę. Aktualnie jestem na etapie szukania odpowiedniego szablonu. Nie jest to łatwe i przestałam się już łudzić, że znajdę go wśród darmowych wersji albo stworzę sama. Myślę jednak, że jestem już bliżej jak dalej i może za kilka tygodni zaproszę Was do nowej siedziby z końcówką PL. :)

Do tego czasu zapraszam Was na mój Instagram, Bloglovin i Facebook.

Póki co jednak donoszę, że żyję i wracam do szukania. Zostało mi jeszcze TYLKO jakieś 300 szablonów do przejrzenia ;)))))

0
Udostępnij