_DSC2713s1Elclavel_kopertowka

Kiedy po raz pierwszy spróbowałam pikowania na maszynie szyjąc kamizelkę, czułam się, jakbym odkryła Amerykę. Ta technika całkowicie zmienia tkaninę i nadaje jej oryginalny charakter. Nieciekawy materiał nagle zyskuje i staje się szlachetny i jedyny w swoim rodzaju. I choć nie mam ambicji by dorównać w pikowaniu patchworkowym mistrzom, to jednak będę próbować dalej. Jak dla mnie: im krzywiej, tym ciekawiej :-)

Żółta, skórzana kopertówka powstała właśnie tą techniką. Skórę naturalną podkleiłam 5mm gąbką i przeszyłam w trójkąty. Na początku nie wiedziałam jaki wzór powstanie, bo rodził się on z każdym kolejnym przeszyciem. Po prostu w pewnej chwili stwierdziłam, że tak wystarczy i wystarczyć musiało :). Nie powiem, że pikowanie z gąbką to prosta sprawa. Brak poślizgu sprawiał, że maszyna hamowała przez co ścieg nie jest idealny. Myślę jednak, że na przyszłość wystarczy podłożyć między ząbki transportera a gąbkę papier śniadaniowy, który powinien temu zapobiec.

Tym razem pikowaną torebkę (poprzednia TUTAJ) uszyłam na domowej maszynie wykorzystując kroczącą stopkę, która świetnie się przy tym sprawdza. Kto próbował szyć kiedyś skórę czy skaj wie, że zwykła stopka nie daje rady gdyż skóra przykleja się do niej i hamuje. Niezłym rozwiązaniem jest stopka teflonowa, ale przy wielu warstwach już nie daje rady.

Stopka krocząca jest natomiast najlepszym rozwiązaniem, jakie do tej pory znalazłam. O wspaniałych maszynach kaletniczych z podwójnym transportem (dolnym i górnym) mogę tylko pomarzyć, więc staram się sobie radzić w domowych warunkach na moim Janome 525S jak tylko mogę. ;-) Stopkę montuje się bezpośrednio i zaczepia o pokrętło do zmiany igły, dzięki czemu kroczy ona za każdym razem, gdy unosi się igła. W rezultacie materiał podawany jest równomiernie, co skutkuje cieszącym oko, prostym szwem. Wiadomo, nie ma co łudzić się, że dzięki niej domowa maszyna stanie się kaletniczą, ale chociaż czasem pozwoli to ułatwić sobie życie :))))).

Jeśli więc szyjecie grube warstwy tkanin albo skórę, to myślę, że warto w nią zainwestować.

_DSC2635s1Elclavel_kopertowka

Torebka nie wyszła duża, bo ma zaledwie 15x25cm. Krótki łańcuszek (zaledwie 60cm) sprawdził się tym razem, bo w porównaniu do klasycznej kopertówki, nie muszę jej cały czas trzymać w ręku. Dzięki temu przestaję myśleć tylko o tym, by jej nie zgubić ;-)

0
Udostępnij

_DSC2626s1Elclavel_torebka

Zanim zafunduję sobie poranną, świeżą porcję Waszych wpisów na blogach, napiszę pierwszy post na nowej stronie. Zbierałam się do niego od wtorku, ale ostatnio nie starcza mi czasu na wszystko. Czy Wy też macie takie urwanie głowy? Przecież są wakacje i powinno być spokojniej… ;)

Ta czerwona torebka, to kolejny gotowy produkt przywieziony z kursu kaletniczego w Krakowie. Tak, mimo obaw o brak motywacji, nadal jeżdżę co drugi weekend te kilkaset kilometrów żeby trochę poszyć skóry :). Drugi semestr dobiegł już końca, ale przez te zmiany na stronie, nie udało mi się Wam o tym opowiedzieć. Czas to zatem nadrobić.

Czerwona skóra, srebrna podszewka i dodatki. Prosta forma bazująca na powiększonej kosmetyczce sprawdziła się jako torebka. Dopóki nie zaczęłam jej planować, nie zdawałam sobie jednak sprawy, jak ciężko jest kupić metalowy zamek na kolorowej taśmie. Zeszłam pół Wrocławia i nigdzie takiego nie znalazłam. Nawet krakowska wypasiona pasmanteria nie miała czerwonego koloru. Całe szczęście na kursie mam same dobre dusze, które chętnie dzielą się w potrzebie i idealny odcieniem zamek został mi podarowany. Ot tak, akurat pasował idealnie, dacie wiarę? :)

0
Udostępnij

_DSC2252s1

Jutro jadę do Krakowa na kolejny zjazd kursu kaletniczego. Jestem spakowana, bilety kupione, nocleg zabukowany. Mam nadzieję, że podróż minie spokojnie i nie wysiądę z autobusu otumaniona i z bólem głowy. ;-) W sobotę czeka mnie rysunek i zajęcia praktyczne. Tym razem postanowiłam uszyć czarną, zamszową kopertówkę z błyszczącą zieloną podszewką z nakrapianego ortalionu.

Co do ortalionu, to ostatnio mam pecha do tkaninowych zakupów. Nie wiem czy to wina słabego światła w sklepowych pomieszczeniach, ale już drugi raz materiał, który wydawał mi się extra, po wyjściu ze sklepu od razu okazał się tandetą. Tandetą przez duże „T”, bo strach coś z tych kawałków szyć. Przynajmniej ten ortalion nie okazał się pomyłką.

A żeby całkowicie wyżalić się z tkaninowych koszmarów dodam, że pikówka w kolorze monsunowej zieleni (… tak nazywa się farba na ścianie, a ona jest taka sama), z której planowałam zrobić kapę na łóżko została wyprzedana i nie widać szans na dostawę :(. Pamiętajcie więc: JAK MATERIAŁ SIĘ PODOBA – BRAĆ I SZYĆ! Bo później tylko męczy wspomnienie o niezrealizowanym projekcie i świadomość, że mogło być tak pięknie, a pięknie nie jest.
Naiwnie dalej wierzę, że uda mi się ją kupić…

Dzisiaj nie będzie żadnych nowych torebek. Ten post jest z pod znaku refleksji nad szyciem. Poza tym ostatnio większość wolnego czasu spędzam nad blogiem, ale tym nowym, wymarzonym. Wiem już jaki ma być, ale brak informatycznych zdolności utrudnia sprawę. Aktualnie jestem na etapie szukania odpowiedniego szablonu. Nie jest to łatwe i przestałam się już łudzić, że znajdę go wśród darmowych wersji albo stworzę sama. Myślę jednak, że jestem już bliżej jak dalej i może za kilka tygodni zaproszę Was do nowej siedziby z końcówką PL. :)

Do tego czasu zapraszam Was na mój Instagram, Bloglovin i Facebook.

Póki co jednak donoszę, że żyję i wracam do szukania. Zostało mi jeszcze TYLKO jakieś 300 szablonów do przejrzenia ;)))))

0
Udostępnij

Czy nie odnosicie wrażenia, że torby nerki są ostatnio na topie? Gdzie nie spojrzę widzę człowieka z nerką na biodrach. Włączam Internet i co drugi sklep ma je w swojej ofercie! Czy świat oszalał na ich punkcie?

Może pamiętacie pierwszą (i do niedawna jedyną) saszetkę-nerkę, jaką uszyłam dwa lata temu (o TAKĄ). Od tego czasu miałam ją ze sobą kilka razy, ale nie przekonałam się do niej. Dla mnie jest za mała i ciężka we współpracy, kiedy to chcąc wyciągnąć telefon muszę wyjąć najpierw kilka innych drobiazgów, by się do niego dobrać. Okropność i strata czasu. Wiem, może to tylko ta moja nerka jest taka niepraktyczna. Może. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro nerki zalewają kraj :))))

Nie wiem czy tego typu torby można zaliczyć do mody młodzieżowej, czy sportowej, ale mi zawsze będą się one kojarzyć dwojako. Z targowiskiem, gdzie sprzedawcy trzymali w nich duże ilości gotówki. Jak na sejf, taka nerka wydaje się nagle baaardzo pojemna ;))))))). Drugie skojarzenie to pierwsze wakacje nad morzem i mój Tata, który nosił w niej portfel i dokumenty. :) Oj, to były wakacje! Nerka na wakacje jest idealna.

Właśnie przez to drugie wspomnienie postanowiłam podarować torbę-nerkę tacie mojej koleżanki, z wdzięczności za wsparcie mojej kaletniczej przygody. :)

Nerkę uszyłam z czarnej skóry o ciekawej fakturze. Wnętrze wykończyłam błękitną podszewką i czarną lamówką. Tym razem torba wyszła bardziej pojemna od mojej :)

A Wy Drodzy Czytelnicy nosicie torby nerki, czy tak jak ja ciężko się Wam do nich przekonać ?
0
Udostępnij

DSC2449s2aElclavel_plecak

Nadeszła wiosna i od razu chce się żyć!

Uwielbiam tę porę roku. Wiosna zawsze dodaje mi optymizmu i energii. Rano budzę się z przekonaniem, że to będzie dobry dzień, a kiedy wrócę z pracy uda mi się jeszcze zrobić coś kreatywnego :-). Wieczorami więc szyję i planuję co by tu wyczarować z materiału.

Wraz ze wzrostem temperatury zwiększyły się też moje chęci do przebywania na świeżym powietrzu. Od roku chętnie sięgam po kijki do nordic walking i ruszam przed siebie. Ciepłe powietrze wieje mi w twarz, a ja mknę do przodu wśród budzącej się zieleni i czuję się szczęśliwa. Ta godzina intensywnego spaceru jest połączeniem sportu z przyjemnością. :)))))Kiedy wybieram się na taki „spacer”, staram się nie brać torebki ani ciężkiego plecaka. Najlepszy okazuje się wtedy plecak-worek, który uszyłam według opisu z Burdy Szycie Krok Po Kroku 1/2012. Jest niesamowicie wygodny i pojemny. Bez problemu zabieram ze sobą telefon, portfel, coś na ząb, a nawet aparat fotograficzny. :)
_DSC6968s1Elclavel-horz
Czy Wy również macie więcej chęci do działania odkąd przyszła wiosna? Mam nadzieję że tak :)))
Wraz z wiosną nadszedł też czas na wirtualne zmiany. Kupiłam własną domenę i planuję lifting całego bloga. Przede mną długa droga, ale już nie mogę się doczekać! :)
0
Udostępnij

DSC2118s1Elclavel2

Kiedy zaczynałam kurs kaletniczy w Krakowie sceptycznie podchodziłam do pracy z naturalną skórą i sądziłam, że łatwo się do niej nie przekonam. Na zajęciach nie miałam wyboru, ale w domu wybierałam tradycyjnie eko zamsz :-) Moja miłość do tego materiału chyba nigdy się nie skończy, ale powoli przekonuję się do nowego.

DSC2126s1Elclavel-horz

Ruda torebka powstała z czterech elementów. Chciałam jak najoszczędniej wykorzystać kawałek skóry jaki miałam, więc wykroiłam z niej cztery prostokąty: największy to komora główna, dwa podłużne tworzyły uchwyty, a z najmniejszego zrobiłam chwost.

Skóra ta była bardzo delikatna, więc podkleiłam ją sztywnikiem. W kaletnictwie często używa się kleju, ponieważ materiał z którym się pracuje często nie daje się okiełznać.

Bez kleju ciężko byłoby mi równo zamocować uchwyty. Pomocna okazała się tu również taśma malarska, która nie pozostawia śladów, a dzięki niej wiedziałam, w którym miejscu dokładnie je nakleić. Jak zawsze nabiłam też kilka srebrnych nitów dla wzmocnienia. :)


Model tej torebki jest prosty, ale od czegoś trzeba było zacząć. Mój Janome (tak, to mężczyzna!) poradził sobie z nią dzięki teflonowej stopce do skóry. Bywało ciężko, ale jakoś dało radę :) Póki co nie rezygnuję i już kleję kolejną torebkę. :)))))

0
Udostępnij